Jacht, żaglówka jako środek i cel ewakuacji

Miejsce, do którego będziesz uciekać. Przygotowanie, zabezpieczenie, wyposażenie.
Awatar użytkownika
Achrioptera
Posty: 141
Rejestracja: 13.06.2016, 16:51
Kontaktowanie:

Jacht, żaglówka jako środek i cel ewakuacji

Post autor: Achrioptera » 08.09.2016, 12:36

Oglądając filmy Krzyśka z serii Q&A zawsze dłużej zastanawiałem się nad pytaniami o sens i przydatność żaglówek (formalnie jachtów żaglowych) w trudnych czasach o szerszym zasięgu. Doświadczenie mam przyzwoite, ale tylko na śródlądziu więc siłą rzeczy pominę żeglugę morską. Wszystkie zdjęcia w tekście są moje, ale łódki czarterowe.

Przepisy- obecnie nie jest wymagane żadne pozwolenie na prowadzenie jachtu żaglowego na śródlądziu do 750 cm długości kadłuba i silnikiem pomocniczym do ok 13 KM. Warunki te spełnia duża część żaglówek widzianych na Mazurach. Reszta jest trochę większa i wymaga patentu pierwszego stopnia, czyli żeglarza jachtowego. Prawdopodobnie, w razie szerszego kryzysu, nikt nie będzie kontrolować papierów, ale jak ktoś nie umie żeglować, to też nie będzie uciekać na jacht.

Schronienie- tutaj wiele zależy od indywidualnego przygotowania jachtu, ale mazurskim standardem czarterowych łódek jest kuchnia gazowa, zlew z pompką elektryczną, duży baniak na wodę, oświetlenie, akumulator z prostownikiem, radio, całkiem wygodne miejsca do spania, komplet naczyń, sztućców, garów itp., zaburtowy silnik, kanister na paliwo 5l, duże wiadro, podstawowe narzędzia. Często można tez znaleźć chemiczne WC, tent- czyli rodzaj namiotu rozwieszanego nad pokładem, panele fotowoltaiczne, czy lodówkę.
Obrazek Obrazek
Wnętrze jachtu Twister 800. Szczegółowe parametry w google.

Ogólnie rzecz biorąc taka żaglówka jest przygotowana do miłego i wygodnego spędzenia na niej od kilku do kilkunastu dni. Miejsca na zapasy wody i żywności jest dużo. Bez problemu mieściłem prowiant na 7 dni dla 5 osobowej załogi, a przestrzeń blisko dna zapewnia chłód od wody. Zapakowanie zapasów na 2 tyg. wymaga przemyślanego gospodarowania przestrzenią, ale też nie nastręcza kłopotów. Szacuje, że przy założeniu pozyskania wody pitnej z filtracji na bieżąco, mógłbym zapakować dla 4 osób zapasy na miesiąc.

Powszechny kadłub z laminatu dobrze chroni od warunków atmosferycznych, ale słabo izoluje termicznie. Można żeglować wśród pierwszych lodów, jednak wymaga to albo dedykowanego systemu ogrzewania, albo naprawdę dobrych śpiworów. Jednocześnie, bez stałego podparcia, jesteśmy wystawieni na ciągłe bujanie falą i wiatrem przy niesprzyjającej pogodzie.

Mobilność- oczywiście jesteśmy ograniczeni do akwenu wodnego. Dużą zaletą są żagle, ale mają one też sporo wad. Szkoda miejsca na dyskusje o tym. Mamy też silnik, jednak jego moc w stosunku do wielkości i masy jachtu jest za mała, aby myśleć że mamy motorówkę. Przy umiarkowanie silnym wietrze silnik słabo pcha, a zużywa mnóstwo paliwa. Przy silnym wietrze staje się bezużyteczny. Do tego ze względu na budowę kadłuba (długość kilu) większość jachtów bardzo źle płynie na wstecznym. Większe fale unoszące rufę mogą powodować wyciąganie śruby z wody, a to nawet uszkodzenie pracującego silnika.
Przeciętne żaglówki kabinówki, mają 30-45 cm zanurzenia minimalnego. Jeśli załadujemy ją zapasami i załogą okaże się, że nie do każdego brzegu damy radę dojść, a przynajmniej nie na tyle, by wyjść suchą stopą. Zwykle problem rozwiązuje nawet najmniejszy pomościk. Również wiele brzegów jest na tyle stromych, aby przybić na odległość kroku.
Obrazek Obrazek
Po lewej jacht Tango 720S min. zan. 35cm. Po prawej Twister 800 ze swoimi 45cm w zatoczce o głębokości max 50cm.

Bezpieczeństwo- nie ma co ukrywać, żaglówka bardzo rzuca się w oczy. Szczególnie gdy ludzie na terenie całego powiatu będą mieli problem z dostępem żywności i paliwa. Kradzieże silników są bardzo powszechnym zjawiskiem nawet teraz, gdy jest spokojnie. Drobne okradanie jachtów jest plagą w niektórych portach, co poczułem osobiście. W prawdzie da się cumować na kotwicach, w trzcinach i innych trudno dostępnych miejscach, ale jest to ryzykowne, jeśli wiatr wieje do brzegu. Żagle nie pomogą, wysokie burty przeszkadzają, silnik albo plącze się w roślinach, albo jest za płytko, żeby dobrze działał. Można położyć maszt, by nie sygnalizował z daleka naszej pozycji, ale jest to dość uciążliwe, a leżący maszt jest podatny na złamanie. A i tak łatwo jest zrobić tratwę z butelek pet, by w nocy taki jacht abordażować.
Obrazek
Wpłynąć w trzcinowisko jest łatwo. Wyjść z niego już ciężko.

Koszty i praca- nie będę podawał liczb, bo ich nie znam. Kto bardzo ciekaw może poszukać w necie. Generalnie jednak jacht to nie jest tania rzecz. Do tego jachty kupuje się jako puste skorupki kadłuba do indywidualnej zabudowy. Możemy więc wydać chore pieniądze i dostać gotowca, albo duże pieniądze i złożyć wszystko samodzielnie. Ewentualnie za umiarkowane pieniądze kupić używaną łajbę, aby godzinami własnej pracy ją odnowić. Poza tym jacht trzeba na zimę wyjąć z wody, zakonserwować i odpowiednio zimować. To wszystko kosztuje i często wymaga sprzętu, którego nie mamy (slipy, dźwigi, wyciągarki, przyczepy, hangary, itp.).

Podsumowując- moim zdaniem typowy śródlądowy jacht kabinowy będzie przydatny w trudnych czasach tylko w bardzo specyficznych warunkach i dla wąskiej grupy osób. Raczej na zasadzie "mam własną żaglówkę to dołożę do niej to i owo, aby w razie czego była bardziej przydatna", niż planować zakup jachtu z myślą o pierwszym celu ewakuacji. Chyba niewiele osób stać, aby robić tak duże inwestycje tylko z myślą o trudnych czasach.

Pomyślnych wiatrów wszystkim żeglującym ;)
Awatar użytkownika
Aerlin
Posty: 166
Rejestracja: 06.05.2016, 11:27

Re: Jacht, żaglówka jako środek i cel ewakuacji

Post autor: Aerlin » 11.09.2016, 11:21

Achrioptera pisze: Doświadczenie mam przyzwoite, ale tylko na śródlądziu
Ja z kolei wręcz przeciwnie, bo żegluję tylko na morzach i sporo tam jest na odwrót :lol: I z osobistych doświadczeń myślę, że to bardzo niegłupi pomysł na ewakuację nawet permanentną. I tak:
Achrioptera pisze:Schronienie
Myślę, że na takiej Bavarii 44, czy czymś podobnym można całkiem wygodnie sobie żyć właściwie tak długo, jak ma się na to ochotę i/lub zapasy. Kuchenka, zlew oczywiście, lodówka, 2 łazienki, prysznic, 3 kajuty, salon, 360 l wody, 210 l diesla, radio, GPS, jak się trafi na wypaśniejszą wersję to i panele, i radar i sporo innych umilaczy.
Achrioptera pisze:Mobilność
Też ograniczona do akwenu wodnego... ale obejmującego większość kuli ziemskiej ;) Fakt, zanurzenie jest zdecydowanie większe (powyżej 1,5m), no ale to nie powinno akurat jakoś specjalnie przeszkadzać biorąc pod uwagę specyfikę zbiorników wodnych po których byśmy się poruszali.
Achrioptera pisze:Bezpieczeństwo
Myślę, że całkiem ok. Żeglując morzem raczej nie ma co się obawiać ataku czy rabunku, choć żaglówka widoczna jest z ogromnych odległości... Na co rozwiązaniem jest pływanie poza horyzontem. Przy choć jednej w miarę kompetentnej osobie na pokładzie nie trzeba w ogóle przybijać do brzegu czy na kotwicy żeby odpocząć, jedynie uzupełnienie zapasów.
Achrioptera pisze:Koszty i praca
I tu się zaczynają schody. Taka 14 letnia Bavaria 44 to koszt około 150.000$... Oczywiście można wziąć mniejszą łajbę i taka 34 w wieku 16 lat to już "tylko" jakieś 50-60k dolców. Do tego oczywiście nie tylko remonty, doposażenie, ale też opłaty portowe.
ALTERNATYWNIE można wziąć ją jako inwestycje- kupić łódź i zostawić ją do czarteru- wtedy to firma na mocy umowy się nią zajmuje, dba o nią i wypożycza, a część zysków wraca do nas i dodatkowo możemy się umówić na okres w roku, w którym to my ją użytkujemy. Czy opłacalne? Ostatnio jak byłem żeglowaliśmy Hanse 350, które chodzą po około 80-100 tyś. $ i tygodniowy czarter wyszedł jakieś 7k plnów- Chorwacja, poza sezonem - koniec września. Po Adriatyku pływa się właściwie od kwietnia do października włącznie, a i później niektórzy lubią. Więc licząc 7 miesięcy po średnio niech będzie 5k/tydzień, to jakieś 30 tygodni... 30x5= 150.000 zł rocznie, z tego większość zostaje dla firmy czarterowej, więc pewnie coś koło 30k zostaje dla nas.
Achrioptera pisze:Podsumowując
Jacht jest genialnym schronieniem na trudne czasy. Płynąć można praktycznie gdziekolwiek- Europa, Afryka, Azja, właściwie gdzie chcemy. Całymi dniami można nie przybijać do brzegu, a komfort jest całkiem wysoki- bezproblemowo można przygotować posiłek, wyspać się, odpocząć, umyć. Brudy odprowadzane są na zewnątrz, więc żadnych zbiorników do opróżniania, etc.
Jedyny minus- koszty. Ogromne koszty. Jednak w teorii można generować z nich jakiś przychód i finansować np. spłatę kredytu zaciągniętego na zakup łódki. Druga sprawa- żeby je generować pewnie musiałaby stać w jakiejś sensownej lokalizacji- Chorwacja, Grecja, Hiszpania... Stąd powrót do moich przemyśleć o ewakuacji za granicę ;)
djans
Posty: 326
Rejestracja: 03.05.2016, 20:58
Lokalizacja: Wrocek

Re: Jacht, żaglówka jako środek i cel ewakuacji

Post autor: djans » 11.09.2016, 16:43

Jacht śródlądowy, jako cel ewakuacji, a nie środek (w przeciwieństwie do np. barki rzecznej) ma niezaprzeczalne zalety, ale dopiero w dość specyficznych warunkach. Na przykład - ja wiem? - pandemia ptasiej grypy, więc bierzemy urlop w pracy i udajemy się na kwarantannę, na środek jeziora, z zapasami na kilka tygodni.

Chociaż w takich warunkach wolałbym po prostu domek na odludziu.

Z Jachtem pełnomorskim, traktowany zarówno jako środek, jak i cel ewakuacji to też na bardzo specyficzny scenariusz. Mając luźne 50-150 tys. euro, zamiast kupować łódkę, do której jeszcze z Wrocka trzeba by dojechać nad Bałtyk, albo nad Adriatyk, to raczej bym wolał się urządzić w jakiejś lokalizacji dobranej wg charakteru zagrożenia.

Co innego, gdyby rozpatrywać rzeczną barkę mieszkalną, zarówno jako alternatywę dla zwykłego mieszkania, jak i chatki - celu ewakuacji, ale także jako środka ewakuacji. A jeśli by to w dodatku była taka barka, na którą można wjechać autem, to już całkiem ciekawie się robi...
Awatar użytkownika
Aerlin
Posty: 166
Rejestracja: 06.05.2016, 11:27

Re: Jacht, żaglówka jako środek i cel ewakuacji

Post autor: Aerlin » 11.09.2016, 17:39

djans pisze:rzeczną barkę mieszkalną
Ma tyle samo plusów i minusów co jachty. ;)
Z jednej strony wcale nie będzie jakoś specjalnie tańsza, a może nawet droższa jeśli będziemy chcieli przystosować ją do całorocznego zamieszkania (przed chwilą szybko szukałem- używana barka z Niemiec niemal 200.000 plnów + koszt przebudowy). Druga sprawa- jak sama nazwa wskazuje- rzeczna, a w Polsce transport rzeczny jest potwornie zaniedbany (jak wszystko...). Napęd- tylko diesel. No i kolejny raz chciałoby się rzec "witamy w Polsce" http://wiadomosci.onet.pl/trojmiasto/ch ... icy/9mndbr.

Choć faktycznie będzie większa, wygodniejsza i możliwa do zamieszkania na stałe jako alternatywa dla domu. Z pewnością doskonale zabezpieczy przed powodzią :D

Osobiście mam wielki sentyment do barek mieszkalnych, jakiś miesiąc temu widziałem na Domo genialnie przebudowaną barkę rzeczną na mieszkanie + hotel i to poruszający się wzdłuż kanałów, ale to było w Anglii, a tam to wygląda nieskończenie lepiej.

Ale przypomniałem się, że oprócz jachtów morskich/śródlądowych i barek jest jeszcze trzecia droga- http://www.amusingplanet.com/2015/06/th ... erdam.html ;)
Odpowiedz