Plany ewakuacyjne dla rodziny

Planowanie trasy i sposobu ucieczki. Ćwiczenia, pomysły, sprzęt.
Awatar użytkownika
Piotr
Posty: 162
Rejestracja: 05.05.2016, 17:47

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: Piotr » 02.07.2016, 00:54

Idaa pisze:Nigdy nie byliście w sytuacji "po fakcie" i nie zastanawialiście się "kurcze teraz to bym mu to i to powiedział"?
Czy uważasz, że da się zaplanować jakąkolwiek rozmowę z dokładnością do wypowiedzenia konkretnych kwestii? Rozmowa to stan "flow", możesz się przygotować na przykład do negocjacji wyznaczając "nieprzekraczalne granice", budując bazę wiedzy o kontrahencie itd. ale konkretnego dialogu co do przecinka nie zaplanujesz, takie coś musi się odbywać w oparciu o błyskotliwość i umiejętność reagowania na to co mówi rozmówca w czasie rzeczywistym. To co napisałaś to najlepszy przykład tego, że nie da się sporządzić planu rozmowy, bo rozmowa zawsze Cię "zaskoczy" i nigdy nie przebiegnie tak jak zaplanujesz, i nigdy nie przewidzisz wszystkich wariantów jakie mogą się wydarzyć (na przykład idziesz do szefa negocjować wynagrodzenie, zaplanujesz sobie co mu powiesz, a na wejściu dostaniesz "Ida, jak tam Twoje dzieciaki, zdrowe?" i... cały misterny plan w pi.du :D).
Nie oznacza to oczywiście, że planowanie jest bez sensu - owszem, jest przydatne, ale bez umiejętności rozmawiania (właściwego reagowania na to co komunikuje rozmówca) taki plan niewiele daje (da złudne poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie, że "wiesz co mu powiesz" ale jeśli nie będziesz umiała zareagować w czasie rzeczywistym na to co się dzieje, to plan szybko legnie w gruzach).
Idaa

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: Idaa » 02.07.2016, 10:19

No jasne, że nie da się zaplanować rozmowy i nawet nie o to chodzi. Jednak jeśli bierzesz pod uwagę możliwość zaistnienia pewnych zdarzeń, to możesz co nieco przemyśleć. I zastanowić się, co w danej sytuacji zrobić. Co do zaskakiwania ... Pracuję w szkole i uwierz, nigdy nie wiem jak zakończę dzień. Nic tak nie zaskakuje jak dzieci, ich niekończące się pomysły. To jest życiowa szkoła przetrwania. Kocham to. To dlatego może łatwiej mi coś planować, przewidywać. Ewakuację mam dopracowaną. W domu zapasy na dwa tygodnie, w każdej torbie EDC (żeby nie trzeba było przekładać), no a mąż śmieje się, że chyba szykuję się na wojnę. :D
djans
Posty: 326
Rejestracja: 03.05.2016, 20:58
Lokalizacja: Wrocek

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: djans » 02.07.2016, 14:45

Piotr pisze:No ale jeśli weźmie się za to ktoś, kto pierwszy raz pisze program, to nie ma szans przewidzieć wszystkiego teoretycznie na kartce ;)
Toteż zakładam, że nikt z tu piszących do kartki się nie zabiera li tylko na podstawie swoich wyobrażeń, a jakiegoś doświadczenia.
djans pisze:Wojsko także manewry takie, jak ostatnia "Anakonda", to robi raz na kilka dekad ze względów oczywistych, za to "papierowe" gry wojenne - bez ustanku.
Piotr pisze: w USA to jest raptem załoga jednego lotniskowca klasy Nimitz i ma tego typu ćwiczenia co najmniej raz w miesiącu,
Eee, no bez przesady - załoga bazowa to 3300 chłopa, plus 3000 lotników i obsługi lotniczej, a w "Anakondzie" samych Jankesów było 14 tys., zaś wojska ogółem ponad 30 tys. I podobno są to największe manewry NATO od tzw. "końca zimnej wojny".
Piotr pisze:A komputerów w wojskowości używa się podobnie jak w szachach - przede wszystkim do odkrywania, czyli do znajdowania rozwiązań i wariantów na które nigdy nie wpadłby człowiek
Chodzi mi o klasyczne gry wojenne, gdzie oficerowie wcielają się w dwie strony konfliktu i podejmują decyzje na poziomie strategicznym, bądź operacyjnym, a komputery jedynie rozstrzygają o wyniku starć.
Piotr pisze:To nie jest tak, że sobie programiści od Wiedźmina usiedli i postanowili "a teraz napiszemy symulator wojny, założenia sobie weźmiemy 'z czapy' siedząc z piwkiem przy stole"
Fakt, ale nie o takie gry wojenne chodzi.

Celem gier wojennych nie jest sprawdzenie co się może stać w realu, tylko jak i jakie decyzje podejmują grający.

Jeśli zaś idzie o spisywanie planu na kartce, to też tego nie rozumiem jako rozpisania scenariusza tego, co się prawdopodobnie wydarzy, a raczej jako zapisanie naszego prawdopodobnego postępowania i mocno krytyczne przyjrzenie się każdemu z punktów. Oczywiście samemu to zrobić trudno, bo gdybyśmy byli w stanie dostrzec w którymś miejscu planu dziury, to byśmy ów plan od razu inaczej przygotowali.
Awatar użytkownika
Achrioptera
Posty: 141
Rejestracja: 13.06.2016, 16:51
Kontaktowanie:

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: Achrioptera » 04.07.2016, 10:11

Może i nic nie pisałem, ale z uwagą śledzę ten wątek i cieszę się, że dyskusja wraca do sedna tematu. Faktycznie, pisząc post myślałem o ewakuacji autem, ale nie chciałem personalizować sytuacji, bo bardziej zależy mi na metodologii tworzenia planów. Dla przykładu, informacja z filmu Krzyśka- jeśli droga korkuje się co piątek to nie jest to dobra droga, jest właśnie taką wskazówką do układania własnego planu. Bardzo podoba mi się pomysł stworzenia ogólnej instrukcji do planowania. Zbioru porad pomagających czytelnikowi odpowiedzieć na pytania, np. Ile dróg muszę zaplanować? Ile punktów zbiorki? Co jest dobrym, a co złym punktem zbiorki i dlaczego? Jak stworzyć system wyboru wariantu drugi, gdy nie mamy kontaktu?
Artur Kwiatkowski_DS
Posty: 45
Rejestracja: 28.04.2016, 16:16
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: Artur Kwiatkowski_DS » 05.07.2016, 00:02

O, to bardzo cenne pytania. Jeśli jeszcze jakieś masz, podrzuć koniecznie.

Co do tego korkowania się drogi, to wcale nie musi być przeciwwskazanie. To znaczy, jeśli jest to trasa najwygodniejsza, a jednocześnie łatwo się z niej w razie czego przenieść na jakieś niekorkujące się drogi, to warto brać ją pod uwagę. Zakładam, że większość prepersów w razie czego będzie w stanie ewakuować się dużo wcześniej, niż inni, a przez to będzie w stanie uniknąć korków.
1/2 ekipy Domowego Survivalu
Awatar użytkownika
Aerlin
Posty: 166
Rejestracja: 06.05.2016, 11:27

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: Aerlin » 06.07.2016, 12:40

Oczywiście tak jak (głównie) Artur w tym temacie głosi, na początek trzeba usiąść i pomyśleć na spokojnie jakie są zagrożenia i w jakich miejscach/z jakich kierunków mogą nadejść dla naszego miejsca zamieszkania. Najlepiej z tego robić sobie ogólne notatki, żeby się nie pogubić we wszystkim. Gdy już to mamy określone, to sprawdzamy, które będą wymagały ewakuacji. Teraz czas na popracowanie z mapą- bierzemy punkt wyjściowy (ogólnie-miejscowość) i docelowy i patrzymy na trasy z uwzględnieniem zagrożeń, które ustaliliśmy. Np. gdy zagrożeniem będzie powódź wyznaczanie tras ewakuacyjnych przez prom czy most niekoniecznie jest dobrym rozwiązaniem. Gdy zagrożeniem są wielkoskalowe pożary lasów obieranie trasy przez las też nie jest najlepsze. Etc., etc.
Gdy te główne trasy są opracowane to można przejść do ustalania jak kontaktować i zbierać się z rodziną. Też wziąć mapę i spojrzeć jak rozkładają się miejsca, w których członkowie rodziny przebywają w ciągu dnia. Czy dzieci uczą się w tej samej szkole? Czy rodzice pracują? Jak wyglądają stosunki miejsca pracy-miejsca nauki-dom. Czy tylko 1 rodzic pracuje? Ile samochodów jest w rodzinie? Czy może jedna osoba pracująca ma blisko/po drodze zebrać dzieci, czy może uczą się na tyle blisko, żeby same wróciły do domu?
Gdy wiadomo już to gdzie, kiedy, kto przebywa to można myśleć o alternatywnych metodach kontaktu, choć te są dość ograniczone. Ale może np. żyjecie w na tyle małej miejscowości, że między domem-szkołą-pracą są odległości takie, że krótkofalówki je łapią? A może są w 2 różne kierunki, ale dom leży po środku i może funkcjonować jako swoisty "hub" do łączności z mocniejszym sprzętem i możliwością kontaktu zarówno z dziećmi w szkole jak i mężem/żoną w pracy.
No i oczywiście miejsca zbiórki. Podstawowym na bank będzie dom. Więc od tego wyjściowego trzeba ustalić, czy każdy ma łatwą możliwość dotarcia do niego szybko i bezpiecznie. Też dobrze byłoby ustalić, czy i w jakim scenariuszu dom przestaje być bezpiecznym miejscem i wyznaczyć kolejne. I znów- czy każdy może tam szybko i bezpiecznie dotrzeć i kiedy i ta miejscówka przestaje być bezpieczna. Itd.
Ostatecznie- też ustalić alternatywne miejsca zbiórki w przypadku, gdyby ktoś nie mógł bezpiecznie dotrzeć do właściwego miejsca. Np. dziecko uczy się na drugim brzegu, mosty zerwane, dom nie jest zagrożony. Reszta zbiera się w domu i realizują plan ewakuacji uwzględniający potrzebę zebrania dziecka z alternatywnej dla niego miejscówki...

To tak najogólniej jak bym to widział. A co do tych pytań z ostatniego posta:
Ile tras- myślę, że optymalne byłyby 3- najszybsza, najbezpieczniejsza i optymalna.
Punkty zbiórki- dobre są te, które znamy, należą do nas, wiemy, że są bezpieczne/zabezpieczone, złe takie, które są gęsto zaludnione, publiczne, nieznane, z ograniczonym dostępem.
Wybór wariantu- to ciężka sprawa. Osobiście wyobrażałbym sobie to jako pewien algorytm dobrze rozpisany. Gdzie każdy kieruje się w ocenie tymi samymi wartościami. "Jeśli wystąpi X zmieniamy punkt zbiórki na Y". Można też dodać jakiś system skrytek czy sygnałów w widocznych miejscach na trasie- może jest tak, że część drogi do punktu zbiórki łączy się dla wszystkich w jakimś miejscu i można się umówić, że np. na określonym słupie zawiązany paracord znaczy, że przechodzimy do miejsca B.
Awatar użytkownika
Piotr
Posty: 162
Rejestracja: 05.05.2016, 17:47

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: Piotr » 14.07.2016, 15:19

Świetna prezentacja wyjaśniająca o co mi chodzi i dlaczego model kaskadowy (planowanie bez wcześniejszego testowania założeń) nie działa. Nie jest stricte o prepperstwie, ale warto się zapoznać.
https://www.youtube.com/watch?v=tSiu06rvRjQ
Awatar użytkownika
Aerlin
Posty: 166
Rejestracja: 06.05.2016, 11:27

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: Aerlin » 15.07.2016, 20:33

Piotr pisze:Świetna prezentacja
Wytrzymałem 2 minuty, niestety jestem uczulone na coachingowe przynudzanie.

Za to polecam przemyślenia ludzi, którzy robią coś poważniejszego niż krojenie kasy w internetach z ludzi podążających za modą na samorozwój i coaching. Np. całkiem fajna książka Chrisa Hadfielda "Kosmiczny poradnik życia na Ziemi". Pułkownika Hadfielda chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, więc tylko z kronikarskiego obowiązku na szybko wymienię- kanadyjski pilot myśliwców, pilot doświadczalny i astronauta z 3 lotami w kosmos, 2 EVA i dowódca ekspedycji 35 na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, łącznie prawie 166 dni poza Ziemią.

Zgodnie z jego filozofią, z jego przemyśleniami, jego wieloletnim treningiem i obserwacją działania największych agencji kosmicznych (NASA, Roskosmos, CSA) odpowiedzialnymi za miliardy dolarów i najnowocześniejszy sprzęt, jaki kiedykolwiek stworzył człowiek, kolejność działania zaczyna się od myślenia.
Myśl -> sprawdź -> myśl -> popraw -> sprawdź -> nie działa wróć do myśl/działa to masz opracowaną procedurę, teraz ćwiczyć ją ile wlezie do momentu, gdy okaże się, że jest błędna i można ją jeszcze poprawić.
To jest całkowicie sensowne i logiczne, bo nie da się działać nie wiedząc nawet co ma się robić. Trzeba z góry przyjąć jakieś założenia, a żeby to zrobić wpierw trzeba się zastanowić jakie one mają być. Dopiero później można je sprawdzić. Musimy wiedzieć, że np. w tym przypadku chcemy ustalić jak skomunikować się z rodziną gdy zajdzie potrzeba ewakuacji, a nie będą działały telefony, że zrobimy to za pomocą krótkofalówek, które wpierw trzeba kupić. Dopiero wtedy można testować te założenia, gdy się ma sprzęt i wiadomo co się chce z nim zrobić.
Awatar użytkownika
Piotr
Posty: 162
Rejestracja: 05.05.2016, 17:47

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: Piotr » 15.07.2016, 21:33

Aerlin pisze:
Piotr pisze:Świetna prezentacja
Wytrzymałem 2 minuty, niestety jestem uczulone na coachingowe przynudzanie.
Bierz strategie, wnioski i fakty a nie formę jej podania ;)
Aerlin pisze:Myśl -> sprawdź -> myśl -> popraw -> sprawdź -> nie działa wróć do myśl/działa to masz opracowaną procedurę, teraz ćwiczyć ją ile wlezie do momentu, gdy okaże się, że jest błędna i można ją jeszcze poprawić.
Jak widzisz zaraz po "myśl" jest "sprawdź" (i to jest proces iteracyjny powtarzający się aż do skutku :D)
Aerlin pisze:To jest całkowicie sensowne i logiczne, bo nie da się działać nie wiedząc nawet co ma się robić.
Owszem, ale nie chodzi o to aby zacząć i skończyć na pierwszym etapie "myśl" (i tę "myśl" zamieniać w plan). Jak widzisz model jest iteracyjny, czyli założenia myślowe są ba bieżąco weryfikowane etapami "sprawdź" - to co pisałem :D Tam nie ma myśl->myśl->popraw(pomijając "sprawdź")->masz opracowaną procedurę :D
Aerlin pisze:Trzeba z góry przyjąć jakieś założenia, a żeby to zrobić wpierw trzeba się zastanowić jakie one mają być.
Owszem, ale te założenia nie mogą być z przysłowiowej du.y czy z własnego wydumania. W NASA nie pracują "leszcze" tylko ludzie, którzy już mają etap doświadczeń za sobą.

Aerlin pisze:Dopiero później można je sprawdzić.
Nie "później" tylko cząstkowo każdy wymyślony etap jest na bieżąco sprawdzany, przecież sam tak podałeś :D
Aerlin pisze:Musimy wiedzieć, że np. w tym przypadku chcemy ustalić jak skomunikować się z rodziną gdy zajdzie potrzeba ewakuacji, a nie będą działały telefony, że zrobimy to za pomocą krótkofalówek, które wpierw trzeba kupić. Dopiero wtedy można testować te założenia, gdy się ma sprzęt i wiadomo co się chce z nim zrobić.
Podałeś świetny przykład - jaki sprzęt łączności kupisz nie mając pojęcia o łączności radiowej? Jakie zasięgi w jakich warunkach osiągniesz? Co na ten zasięg ma zasadniczy wpływ? Na jakich częstotliwościach to ma pracować (abyś mógł to legalnie sprawdzić w "pokojowych" czasach)? Jakie ma mieć moce? Czy zawsze większa moc = lepiej? Czy lepiej kupić radio 3W z anteną o zysku 3dBi czy 5W z anteną o zysku 1dBi? Czy chociażby czemu prawidłowa nazwa na "ręczniaki" to walkie-talkie i nie zawsze są to "krótkofalówki"? Co kupisz aby mieć łączność na odległość kilkuset metrów a co aby mieć łączność na 100 kilometrów? Wymyślaj! :D Ja jestem zdania, że najpierw należy mieć chociażby podstawową wiedzę i doświadczenie w radiokomunikacji a dopiero potem iść na zakupy (chociażby po to, aby wiedzieć co kupić :D) a nie kupować "przypadkowy" sprzęt i dopiero później weryfikować czy spełnia nasze wymagania (no i kupić można wszystko ale to nie znaczy, że w normalnych czasach można tego swobodnie i legalnie używać aby to przetestować). No i uważaj na "rady sprzedawców" - słuchając rad sprzedawcy kupisz to co on ma do sprzedania w sklepie a nie to co dla Ciebie byłoby najodpowiedniejsze ale akurat sprzedawca tego nie ma :D

Edit: Serio uważam, że plan ułożony na podstawie własnego "wydumania" (i ewentualnego czytania internetu) to żaden plan, bo będzie się opierał na nierealnych (i niesprawdzonych) założeniach - czekanie na kryzys aby go zweryfikować jest nieporozumieniem (jak mawia Cody Lundin "Nie nauczysz się pływania z samych książek bez wchodzenia do wody a na naukę jest za późno gdy siedzisz w tonącej łodzi").
Awatar użytkownika
Aerlin
Posty: 166
Rejestracja: 06.05.2016, 11:27

Re: Plany ewakuacyjne dla rodziny

Post autor: Aerlin » 15.07.2016, 23:50

No tak, tylko wpierw i tak trzeba wszystko wymyślić. Więc początek to ogrom planowania, czytania, uczenia się i dopiero potem sprawdzania tego, co się wyduma. A z tego co pisałeś odniosłem wrażenie, żeby rzucić się na hurra-optymizm i działać kompletnie na oślep tracąc ogromną ilość czasu, pieniędzy i sił na zbędne działania :P
Odpowiedz