Lampy naftowe

Siekiery, łopaty, pilarki i tak dalej
Awatar użytkownika
Piotr
Posty: 162
Rejestracja: 05.05.2016, 17:47

Re: Lampy naftowe

Post autor: Piotr » 14.07.2016, 21:32

Krasny pisze:Administracja zrobi w końcu system punktacji?
Bo za ten post naprawdę z przyjemnością dałbym punkt + do reputacji.
Bez przesady - system rankingów promuje tych, którzy są dłużej na forum w stosunku do tych, którzy weszli niedawno ;)

Co do lampy - dobrze wyregulowana lampa z knotem płaskim (i na dobrej nafcie) powinna świecić mniej więcej tak (zdjęcia z internetu, lampy bez szkła, po założeniu szkła "ciemna łezka" będzie większa):

Obrazek Obrazek

Czyli knot schowany pod "osłonką" (nie wiem jak to się fachowo nazywa) a opary się palą nad tą osłonką, jest widoczna wyraźnie "łezka" bez płomienia i dopiero nad nią jest płomień i ten płomień powinien być "płaski" (w tym sensie, że powinien mieć jak największą powierzchnię patrząc od "przodu" i jak najmniejszą patrząc od boku). W takim układzie knot się praktycznie nie zużywa (nie wypala się, nie ma zwęglenia na czubku, w porywach kapilary mogą się zatkać zanieczyszczeniami w paliwie i knot przestanie "ciągnąć"). Oczywiście podczas samego rozpalania można sobie ułatwić sprawę wysuwając knot, ale jak tylko złapie płomień, to należy go "schować" do środka.
W "latarkach" naftowych zwykle nie ma wystarczająco skutecznego wlotu powietrza od spodu (pod "osłonką") i opary mieszają się z powietrzem dopiero nad tą osłonką. Niektóre latarki mają "zasilanie w tlen" poprzez rurki stanowiące konstrukcję nośną (te duże pionowe podtrzymującą komin i szkło) i to jest jakieś tam rozwiązanie (choć gorsze niż swobodny wlot powietrza w lampach) ale większość "chińszczyzny" ma to rozwiązane poprzez zrobienie dziurek w blaszce na której opiera się szkło i jest to tak na prawdę "lampka oliwna zamknięta w słoiku" :D
djans
Posty: 326
Rejestracja: 03.05.2016, 20:58
Lokalizacja: Wrocek

Re: Lampy naftowe

Post autor: djans » 15.07.2016, 04:13

Ingmar pisze:Właściwie jedyną sytuacją w której mógłbym zgodzić się na używanie takiej lampy, były by albo sytuacje, w których na co dzień korzystamy z innych urządzeń napędzanych naftą- pieców czy innych maszyn.
Dokładnie o to chodzi. Ze względów logistycznych powinno się systemy ujednolicać, żeby nie dochodziło do sytuacji, że lampę mamy na naftę, kuchenkę na heksaminę, a awaryjny piecyk na gaz. Ot choćby z tego względu, że jak nam się jedno z urządzeń zepsuje, albo nie będzie potrzebne, to zapas paliwa można zużyć w innym.

Teoretycznie idealną byłaby sytuacja, gdzie lampę, kuchenkę, piecyk, agregat, pojazd mechaniczny i jeszcze jakieś ręczne narzędzia moglibyśmy napędzać tym samym paliwem. Najlepiej jeszcze jadalnym olejem.
Krzysztof Lis_DS
Posty: 73
Rejestracja: 28.04.2016, 16:15

Re: Lampy naftowe

Post autor: Krzysztof Lis_DS » 15.07.2016, 11:49

Piotr pisze:Edit: I nie sposób się zgodzić z tezą, że ekonomiczniejsze będzie wlanie paliwa do agregatu i oświetlenie elektryczne. Agregat nawet na pusto spali około 0,5l paliwa na godzinę (przy obciążeniu więcej) a na litrze paliwa to nawet ciśnieniowa lampa benzynowa spokojnie pochodzi 5-6 godzin na maksymalnej mocy (a naftówka knotowa, dająca oczywiście znacznie mniej światła ale wystarczająco do normalnego funkcjonowania w domu, pochodzi spokojnie kilkadziesiąt godzin).
Sam agregat to wiadomo, że bardziej ekonomiczny nie będzie. Ale litr paliwa agregat będzie w stanie zamienić na jakieś 1,5 kWh energii elektrycznej. Nawet uwzględniając sprawność ładowania i rozładowywania akumulatora wyjdzie z tego 50 godzin pracy 20-watowej żarówki.

Jak uwzględnić różnicę w cenie benzyny i nafty, wyjdzie jeszcze lepiej. Z drugiej strony, prosta lampa naftowa zadziała też na olej rzepakowy, który od benzyny jest tańszy. No i oczywiście koszt lampy jest nieporównywalny do kosztu agregatu i akumulatora.
Awatar użytkownika
Piotr
Posty: 162
Rejestracja: 05.05.2016, 17:47

Re: Lampy naftowe

Post autor: Piotr » 15.07.2016, 18:49

Krzysztof Lis_DS pisze: Sam agregat to wiadomo, że bardziej ekonomiczny nie będzie. Ale litr paliwa agregat będzie w stanie zamienić na jakieś 1,5 kWh energii elektrycznej. Nawet uwzględniając sprawność ładowania i rozładowywania akumulatora wyjdzie z tego 50 godzin pracy 20-watowej żarówki.
Teoretycznie tak, ale w praktyce nie naładujesz akumulatora (zwykłego typu samochodowy, żelówka itp.) w godzinę, bo nie powinno się akumulatora ładować prądem większym niż 0,1C (chyba że nie zależy nam na jego żywotności :D) a najlepiej cały czas taki akumulator utrzymywać w stanie bliskim pełnego naładowania. Nawet mając "samochodówkę" (są odporniejsze na duże prądy ładowania niż żelówki ale mniej odporne na głębokie rozładowanie) 500Ah i ładując ją prądem 0,2C trzeba ładowarki dającej... 100A - który agregat 1,5kW ma taką wydajność prądową na 12V? A jeśli ładujesz z agregatu z wyjścia 230V (tylko tam jest dostępna pełna moc agregatu) to masz "prostownik" do ładowania akumulatorów dający 100A? W praktyce ładując akumulator wykorzystasz maksymalnie 10-20% mocy agregatu a więc aby zgromadzić w akumulatorze te 1,5kWh energii potrzebujesz 5-10 godzin jego pracy a nie godzinkę ;)
Można oczywiście zagadnienie skalować, czyli mieć powiedzmy 10 akumulatorów które ładujesz jednocześnie z pracującego agregatu, 10 prostowników do ich ładowania itd. ale... wtedy koszty zakupu sprzętu (poza agregatem) rosną 10-krotnie :D

Edit: Nie zrozum mnie źle, nie jestem przeciwnikiem posiadania własnego prądu w trudnych czasach. Chodzi mi o to, że posiadanie lampy naftowej to nie jest wcale taki głupi pomysł jak się pozornie wydaje. W cenie agregatu, akumulatorów, prostowników itd. można zrobić całkiem spory zapas nafty do oświetlenia pomieszczeń. Obecnie zastanawiam się czy w kontekście trudnych czasów nie minimalizować sprzętu elektrycznego do rzeczy typu radio, radiostacja, latarki czołowe itp. które można zasilić z akumulatora samochodowego większej niż fabryczna pojemności (zamierzam wstawić dwa akumulatory równolegle aby mieć około 1kAh prądu). Kupiłem niedawno chłodziarkę absorbcyjną - na 10kg butli z gazem może pracować non stop półtora miesiąca, mam zawsze dwie takie w zapasie, czyli to daje 3 miesiące pracy (a można też ją zasilać z 12V akumulatora samochodowego), lampa naftowa to grosze, do tego w cenie najtańszego marketowego agregatu za 600zł kupiłem 30l nafty (to około 1200 godzin pracy lampy jaką posiadam, zakładając nawet jej używanie przez 12h dziennie daje to mniej więcej 100 dni pracy) - oświetlenie głównego pomieszczenia w mieszkaniu i przechowywanie żywności mam zapewnione "bezprądowo" na 3 miesiące nie generując przy tym żadnego hałasu który mógłby przyciągnąć uwagę sąsiadów, nie martwiąc się o awaryjność silnika agregatu, o konieczność pilnowania stanu naładowania akumulatorów itp. po prostu jedyne co muszę robić w razie kryzysu to po 6-tygodniach zmienić butlę w chłodziarce no i codziennie uzupełniać naftę w lampie.
Awatar użytkownika
Krasny
Posty: 320
Rejestracja: 16.06.2016, 14:31
Lokalizacja: Wielkopolska gdzieś około Lichenia ;)

Re: Lampy naftowe

Post autor: Krasny » 15.07.2016, 22:11

Piotr widzę że posługujesz się logiką podobną do mojej w związku z tym obierasz podobną strategię. A już myślałem że ze mną coś nie tak ;)

Mam pytania.
Co to za chłodziarka?
Jaką naftę kupujesz? Bo ta z marketu Casto... firmy "Smok" śmierdzi okrutnie tak że nawet ze zgaszoną lampą trudno wysiedzieć.

Dziś kupiłem tradycyjną lampę naftową, pisałem wcześniej że latarkę już mam więc zobaczę naocznie czy jest różnica w jakości światła.
Do nowej lampy kupiłem naftę Orlen mając nadzieję że koncern produkujący nie miesza z gównem jak firemka rozlewająca i chyba miałem rację bo wyraźnie mniej ją czuć.

Co sądzisz o nafcie do piecyków typu Zibro w zastosowaniach oświetleniowych?
Cena ciekawa a z uwagi na pierwotne przeznaczenie nie powinno to mocno śmierdzieć.
_________________
Bo trzeba mieć jaja by iść z podniesionym czołem gdy inni plują Ci w twarz za twoje przekonania.
Krzysztof Lis_DS
Posty: 73
Rejestracja: 28.04.2016, 16:15

Re: Lampy naftowe

Post autor: Krzysztof Lis_DS » 15.07.2016, 22:29

Piotr pisze:Można oczywiście zagadnienie skalować, czyli mieć powiedzmy 10 akumulatorów które ładujesz jednocześnie z pracującego agregatu, 10 prostowników do ich ładowania itd. ale... wtedy koszty zakupu sprzętu (poza agregatem) rosną 10-krotnie :D

Edit: Nie zrozum mnie źle, nie jestem przeciwnikiem posiadania własnego prądu w trudnych czasach. Chodzi mi o to, że posiadanie lampy naftowej to nie jest wcale taki głupi pomysł jak się pozornie wydaje. W cenie agregatu, akumulatorów, prostowników itd. można zrobić całkiem spory zapas nafty do oświetlenia pomieszczeń.
Jasne, że do celu samego oświetlenia nie ma się co rzucać na kupowanie agregatu. :)
Piotr pisze:Kupiłem niedawno chłodziarkę absorbcyjną - na 10kg butli z gazem może pracować non stop półtora miesiąca
Miałem w kamperze, świetne rozwiązanie. Ale moja to chyba ok. 200 g dziennie gazu wciągała. Przy takim zużyciu to wychodzi nieco ponad 3 tygodnie na takiej butli. W sumie i tak dość sporo.
Awatar użytkownika
Piotr
Posty: 162
Rejestracja: 05.05.2016, 17:47

Re: Lampy naftowe

Post autor: Piotr » 15.07.2016, 23:11

Krzysztof Lis_DS pisze:
Piotr pisze:Kupiłem niedawno chłodziarkę absorbcyjną - na 10kg butli z gazem może pracować non stop półtora miesiąca
Miałem w kamperze, świetne rozwiązanie. Ale moja to chyba ok. 200 g dziennie gazu wciągała. Przy takim zużyciu to wychodzi nieco ponad 3 tygodnie na takiej butli. W sumie i tak dość sporo.
To zależy od wielkości, ustawionej temperatury i warunków eksploatacji. Ja mam około 50-litrową, ustawiłem temperaturę wewnątrz na 4 stopnie, testowałem w piwnicy domu w której nawet latem podczas upałów mam temperaturę około 18-20 stopni no i nie było dużej "rotacji" zawartości (to nie była podstawowa lodówka jakiej używałem, tylko "magazyn"). W kamperze gdzie jest większa rotacja zawartości (i często wyższe temperatury otoczenia) zużycie gazu jest z pewnością większe (a może i w mojej jest coś "modowane", nie wiem, kupiłem używaną z jachtu w którym właściciel wymieniał na większą).
amzel
Posty: 53
Rejestracja: 05.07.2016, 12:51

Re: Lampy naftowe

Post autor: amzel » 17.07.2016, 00:57

W słoiku z zanurzonym w nim sznurowadlem można oczywiście mieć światło tylko że będzie go o 2-3 razy
krócej niż w lampie. Bo długość knota ma bardzo duży wpływ na ilość spalonego paliwa.
Ja osobiście używam lampek oliwnych .Mam do nich spory zapas oliwy.
Nie bardzo wyobrażam sobie w przygotowaniach ograniczyć się tylko do elektryki .
Piotr słusznie zauważył że trzeba mieć różne opcje na czas kryzysu.
Ja tak robię i wydaje mi się to właściwą drogą.
Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Krasny
Posty: 320
Rejestracja: 16.06.2016, 14:31
Lokalizacja: Wielkopolska gdzieś około Lichenia ;)

Re: Lampy naftowe

Post autor: Krasny » 26.08.2016, 17:24

Jak pisałem wcześniej zakupiłem tradycyjną knotową (żona dostała na imieniny w prezencie).
Chwilę potem stwierdziłem że potrzebuję jeszcze jednej i po zakupie oczywiście okazało się że następna będzie potrzebna ;)
Co mnie tak rajcuje w lampach naftowych? Zawsze lubiłem wszelkie światełka, a płomień lampy knotowej jest jakiś taki magiczny :) często łapię się na tym że gapię się na lampę jak szpak w ...
Zauważyłem pewną ciekawostkę. Latem gdy w nocy chłodzimy dom zapalona lampa a raczej jej charakterystyczny smrodek powoduje że komary omijają chałupę szerokim łukiem ;)

Nie bez znaczenia jest fakt że tradycyjna knotówka jest przeznaczona do powieszenia na ścianie gdzie pełni funkcję dekoracyjną. Tak powieszona rozświetla bezpiecznie pomieszczenie z mocą wystarczającą do bytowania, naturalnie w dużym pokoju z lampą na ścianie nie da się czytać lub wykonywać precyzyjnych prac.

Aktualnie oprócz naftowej latarki wiszącej w garażu mam jedną tradycyjną w salonie na ścianie oraz jedną też na ścianie w moim pokoju operacyjnym ;) Planuję dokupić jeszcze jedną do sypialni na ścianę i przygotować haczyk w łazience oraz w kuchni. Te trzy lampy zapewnią mi oświetlenie awaryjne w całym domu z możliwością przewieszania w potrzebne miejsce.

Dla tych co mnie nie znają przypominam.
Mam LED, mam świece, mam gazówki, mam naftówki zapasy paliwa i baterii/akumulatorów do wszystkiego.
W pierwszej kolejności zamierzam korzystać z nafty bo lampy zalane wiszą na ścianie, są łatwo dostępne i gotowe do użycia.
Kiedy będę potrzebował więcej światła odpalam lampy gazowe.
W międzyczasie używam latarek i lamp LED ale raczej w funkcji specjalnej lub mobilnej z oszczędnością prądu na ważniejsze zastosowania.

Dlaczego tak? Bo "Two is one and one is none." Zamierzam używać i mieć te trzy systemy oświetlenia jednocześnie dla wygody (każdy nadaje się lepiej do specyficznych zastosowań) z opcją że każdy z nich może zastąpić resztę.

Najmniej ufam oświetleniu LED, uważam że wybuch na słońcu jest bardziej prawdopodobny niż apokalipsa zombie.
Taki wybuch generując potężny impuls EMP wyłączy wszelką elektronikę łącznie z wszelkimi latarkami LED.
Więc? "Widzę ciemność, ciemność widzę..."

Poza tym nafta po 20 - 30 a pewnie nawet po 50 latach będzie nadal zdatna do użycia a baterie/akumulatory?
_________________
Bo trzeba mieć jaja by iść z podniesionym czołem gdy inni plują Ci w twarz za twoje przekonania.
Awatar użytkownika
Krasny
Posty: 320
Rejestracja: 16.06.2016, 14:31
Lokalizacja: Wielkopolska gdzieś około Lichenia ;)

Re: Lampy naftowe

Post autor: Krasny » 26.08.2016, 19:12

djans pisze:
Ingmar pisze:Właściwie jedyną sytuacją w której mógłbym zgodzić się na używanie takiej lampy, były by albo sytuacje, w których na co dzień korzystamy z innych urządzeń napędzanych naftą- pieców czy innych maszyn.
Dokładnie o to chodzi. Ze względów logistycznych powinno się systemy ujednolicać, żeby nie dochodziło do sytuacji, że lampę mamy na naftę, kuchenkę na heksaminę, a awaryjny piecyk na gaz. Ot choćby z tego względu, że jak nam się jedno z urządzeń zepsuje, albo nie będzie potrzebne, to zapas paliwa można zużyć w innym.

Teoretycznie idealną byłaby sytuacja, gdzie lampę, kuchenkę, piecyk, agregat, pojazd mechaniczny i jeszcze jakieś ręczne narzędzia moglibyśmy napędzać tym samym paliwem. Najlepiej jeszcze jadalnym olejem.
Tak szczerze to uważam że to głupota. Ujednolicanie ma pewne plusy ekonomiczne i logistyczne jednak dywersyfikacja daje niezależność. Nie ja na to wpadłem ale jakoś instynktownie czuję że to słuszne.

Zakładamy że swoją strategię przetrwania opieramy na przykład o benzynę. Gromadzimy jej potężny zapas bo przecież mamy lampy benzynowe, kuchenki benzynowe, samochód na benzynę i zapalniczka też benzynowa.
Mamy gdzieś skitrane 1000l, tylko że zbiornik lub kilka mniejszych uległy rozszczelnieniu, znalazł i przejął je wróg i co wtedy?
Albo inaczej. Kończy nam się zapas beny ale dość blisko stacjonuje wojsko obce lub nasze i mają nadwyżki ON, ba chętnie wymienią to na ziemniaki lub bimber a my, co ? no nie bo wszystko na benzynie mam.
W okolicy jest baza wojsk lotniczych i naftę sprzedają wiadrami za butelkę bimbru tylko po co mi nafta jak lampy nawet nie mam.
Mój samochód benzynowy padł ale nieopodal wyczaiłem sprawnego diesla tylko że po co mi on jak ja tylko benzynę mam.

Niestety smutna prawda jest taka że nie można postawić na jedno rozwiązanie. Niezależność daje nam dywersyfikacja paliw i rozwiązań do ich zużywania.
Osobiście na początek radzę pójść w jeden "system" ale na tym nie przestawać i budować dubla.
Jak będzie dubel pomyślmy nad trzecim rozwiązaniem.

Pisałem w poprzednim poście że słońce może zrobić nam psikusa i te hiper, super, duper LED'y, UPS'y, ogniwa fotovoltaiczne o kant dupy będzie można rozbić. Wygra ten co będzie miał lampę naftową po babci i zapasik nafty po dziadku.
_________________
Bo trzeba mieć jaja by iść z podniesionym czołem gdy inni plują Ci w twarz za twoje przekonania.
Odpowiedz